Zbyt często podróżującemu w górach Olbrzymich obija się o uszy imię Rybecal (Riibenzahl), aby nie miało zwrócić jego uwagi; bezustannie powtarza przewodnik: to ambona, tamto forteca, zamek, piwnica, ogród, rękawica Rybecala. Kto to taki? Czem był?Podanie ludu pod tern nazwiskiem przedstawia nam ducha gór Olbrzymich, mnóstwo o nim powtarzając powieści, z których wybrałam następującą
RybecalDuch Gór Olbrzymich.Gdy ziemia nasza nie miała jeszcze postaci dzisiejszej, gdy mamuty, ichnotaury i innych olbrzymich i poczwarnych zwierząt przedpotopowych mnóstwo zapełniało jej powierzchnię, wtedy porządkiem ziemi władali duchy, im ulegały zwierzęta, jak to dziś ludziom. Ale gdy z woli Przedwiecznego kula ziemska się przeobraziła, i śmiertelnik obdarzony iskierką Bóstwa zostać miał Panem świata, i na podobieństwo Jego stworzony na tymto istniejącym świecie drugi sobie utworzyć świat widoczny i umysłowy: wtedy duchy na miejsce innego przyszli przeznaczenia, nie mogli się bratać z pielgrzymem ziemi. Ale Rybecal lubił świat ten nowy, górzyste strony gdzie Śnieżka króluje, bo widział jak ogniste duchy z wodnemi walcząc ze środka ziemi je dźwignęli. A tu jeszcze nie było ludzi. Mieli raj. Lecz wkrótce brat znienawidził brata. Raj zniknął. Było ludziom ciasno, każdy poszedł szukać szczęścia dla siebie. Nigdzie tak gorąco, nigdzie tak zimno, gdzieby człowiek prawa swojego nad ziemią nie rozciągnął. I do ziemi gór Olbrzymich zawitali ludzie. Rybecal powrócił do mieszkania swojego we środku Śnieżki. Tysiące minęło wieków. Rybecal wyjrzał raz znów okienkiem swem w Śnieżce na powierzchnię świata. Zatęsknił bowiem do ziemi. Wyszedł. Jakże ją zmienioną znalazł! Nieprzebyte, niebotyczne lasy przerzedzone. Wszędzie miasta, wioski, pola uprawne, ogrody. Mierzą, budują, rąbią, młócą, kopią, przędą. Ten rój ludzi podziwienie jego wzbudza. Podobają mu się,chce z nimi zamieszkać i dobrze im czynić, jeśli na to zasługiwać będą. Ii aby ich poznać, idzie im służyć. Przybrawszy więc kształt człowieka udaje się do rolnika. Wydoskonalił narzędzia gospodarskie, pracował dlań pilnie. Co przedsięwziął udawało się. Grad nie bił, susze nie paliły, deszcze nie psuły gruntów pod jego opieką będących, bo cóż duchowi trudnego? Wkrótce też dawny biedak zastał bogatym. Lecz prędko zapomniał, jak ubóstwo przykre, z e zbytku swojego biednym cząstki nie udzielał, dawnych znajomych nie poznawał, a dobre swe powodzenie przypisywał swojej mądrości. Rybecal oddalił się od niewdzięcznego i zarozumiałego rolnika i poszedł jako czeladnik do rzemieślnika, gdzie szczerze pracował, zaprowadził inny porządek, ułatwiające i lepsze wymyślił sposoby, tak że i tu zawitał byt pomyślny, nigdy dawniej nieznany. Alić rzemieślnik stał się leniwym i marnotrawnym. Duch gór opuścił go, i wstąpił do rękodzielni, w której mimo usiłowań ciężko szło z korzyścią. I znów Rybecal błogosławieństwo wiódł za sobą. Kółko zmienił u maszyny, i went wszystko inaczej i lepiej idzie. Lecz człowiek się zepsuł w miarę poprawy maszyny. Pan rękodzielni stał się skąpcem obrzydłym, nieczułym dla swoich podwładnych. Czem więcej pracowali, tern bardziej stał się wymagającym, tern chciwszym czem bogatszym, a gdy kto bytu dobrego i Rybecala pozazdrościł, mawiał że li tylko przez oszczędność się dorobił. I tu nie było miejsca dla Rybecala. A gdy jeszcze poznał sędziego przedajnego, lekarza niesumiennego, wyrodne stosunków rodzinnych szarady, zbrzydził sobie ród ludzki najniesprawiedliwiej i dla tego że przypadkiem złych tylko ludzi spotykał, niewierzył że się i dobrzy pomiędzy nimi znajdują. Powrócił w góry swoje gdzie przecież ma swój zamek, ogród itp. lecz nie chcąc ciągle pod ziemią w Śnieżce, ani pomiędzy ludźmi zamieszkiwać, przedsięwziął sobie psoty im wyrządzać dla odstraszenia od zbliżania się do gór Olbrzymich, jego posiadłości. I rozmaite im też figle płatał. Nieraz wyszedł kto w pogodę, z mozołem zaszedł na Śnieżkę; gęsta mgła choćby trzy dni czekał nie ustępuje. I w Sierpniu gotów góry śniegiem poprószyć, i wiele innych gorszych daleko rzeczy o nim i jego psotach opowiadają. Dawną urazę do ludzi czas jednak nieco ułagodził, niekiedy choć już nigdy widocznie zbliża się do ludzi, których polubił, darząc ich tern co może. Wie, że kobiety lubią błyskotki, dlatego ciśnie niekiedy tu i owdzie w swem państwie, pomiędzy skał rumowiska lub nad wód brzegi, albo w środek granitu, wpiera górne kryształy, różnofarbne: adulary, albity, szafiry, kalcedony, kryzo-lity, jaspisy, oniksy, granaty i ametysty. Niekiedy jakiemu ulubieńcowi swemu daje wspaniałe widowisko grzmotów i błyskawic pod nogi, gdy spokojnie i bezpiecznie na szczycie jakiej wysokiej góry swego państwa go usadowił. Czasem też ale rzadko, kiedy w tak dobrym bywa humorze, pęk chmur posunie naprzeciw słońca, tak że przez oświetlenie ich cząstek wilgotnych zmieniają się w rodzaj zwierciadła, w którem naprzeciwległe przedmioty, ludzie, skały, drzewa itp. się odbijają121. Niekiedy oświetlone, subtelne cząstki wodne otaczają ci głowę tęczą.Może też kiedy przekona się Rybecal, że ród ludzki lepszy jak się jemu zdawało, albo się poprawi. Wtedy zapewne powróci na ziemię; nie wiadomo czyli nawet nie wybiera się już w drogę, bo dawno nic o nim nie wiemy.
Roazlia Saulson